ZWIEDZAMY WĘGRY

Polak, Węgier dwa bratanki…

Maj w strażowskiej szkole to miesiąc wycieczek. Jedna z nich odbyła się w dniach od 22 do 24 maja. Wzięło w niej udział 37 uczniów  z klas IV – III gim., którzy postanowili odwiedzić Węgry. Młodzież, podczas tej eskapady, nie tylko poznała historię i kulturę bratniego nam kraju, ale także podziwiała zabytki Budapesztu i malowniczo położonego Egeru.

Dla wielu była  to prawdziwa podróż w nieznane. Na palcach jednej ręki można byłoby policzyć tych, którzy już kiedyś mieli możliwość odwiedzenia stolicy Węgier. Zanim jednak dotarliśmy do niej mieliśmy okazję podziwiać kolorową starówkę drugiego co do wielkości miasta Słowacji, Koszyc. Wysłuchaliśmy krótkiej historii tego uroczego miasta i głównego jej zabytku, jakim jest katedra św. Elżbiety. Był też konkurs na spostrzegawczość, który wygrał jeden z najmłodszych uczestników wycieczki, Rafał Puziewicz z klasy IV i zgarnął główną nagrodę w postaci… darmowych lodów, którymi można było delektować się w największej kawiarni na ulicy Hlavnej. W Koszycach nie zabawiliśmy jednak zbyt długo. Te pożegnały nas deszczową pogoda, tak jakby płakały, że już je opuszczamy. Deszczem powitał nas także Budapeszt, do którego dotarliśmy wczesnym popołudniem. Na „dzień dobry” zafundowaliśmy sobie wycieczkę autokarową po stolicy Węgier. Z okien autokaru podziwialiśmy Plac Bohaterów, główną ulicę węgierskiej stolicy, Andrassy utca, na której znajdują się oprócz ekskluzywnych sklepów i restauracji, budynki rządowe i ambasady wielu państw. Później był przejazd po najpiękniejszym moście Budapesztu, moście łańcuchowym, i legenda o pilnujących tej przeprawy lwach. Rzut oka na bajkowy parlament, wzgórze Gellerta i wzdłuż modrego Dunaju udaliśmy się na obrzeża Budapesztu gdzie mieliśmy swoją bazę noclegową.

Niezapomniane widoki

Drugi dzień „węgierskiej wyprawy” poświęcony był na zwiedzanie Budapesztu. Pani Lidia Marfai, która była naszym przewodnikiem, opowiedziała nam historię powstania miasta, legendy z nim związane i wiele, wiele innych ciekawych rzeczy. Spacer po stolicy Węgier rozpoczęliśmy od Placu Bohaterów. Później poprzez park miejski, w którym znajdują się przepiękne budynki, podobne do tych jakie można podziwiać dzisiaj na terenach Rumunii, terenach które kiedyś należały do Węgier. Później była kapiąca od złota budapeszteńska opera, jedna z najważniejszych dla Węgrów świątyń – Bazylika świętego Stefana, no i majestatyczny parlament. Mogliśmy też podziwiać Wzgórze Zamkowe i znajdujące się na nim budynki. Było co podziwiać i czym się delektować. Na koniec zwiedzania zafundowaliśmy sobie wizytę w zabytkowej hali targowej i zakup pamiątek. Najważniejsze, a może raczej najpiękniejsze miało jednak nastąpić wieczorem, po zapadnięciu zmierzchu. Pierwszym punktem wieczoru była wizyta na Wzgórzu Gellerta i rozciągający się z niego przepiękny widok na bajecznie oświetlony Budapeszt. Widok ten zapewne na wszystkich wywarł niezapomniane wrażenie. Niektórzy ze wzruszenia uronili nawet łezkę. Prawdziwą wisienką na torcie okazał się jednak nocny rejs statkiem po Dunaju i podziwianie z pokładu MONARCHII Budy i Pesztu. Zmęczeni ale szczęśliwi o północy powróciliśmy do hotelu i udali się na zasłużony, kilkugodzinny odpoczynek.

Perła węgierskiego baroku

Kolejny dzień przeznaczony był na zwiedzanie Egeru, malowniczo położonego barokowego miasteczka, pod którym ciągną się 142 kilometry różnego rodzaju kanałów i piwnic. Historię tego miasta, znajdujących się w nim budowli oraz ludzi z nim związanych, przybliżyła nam sympatyczna Pani Zuzanna Santana.  Poznaliśmy między innymi sylwetkę Istvana Dobo, kapitan zamku, który w roku 1552 z garstką ludzi przez ponad miesiąc stawiał opór wojsku tureckiemu, przy czym liczba atakujących dwudziestokrotnie przewyższała liczbę obrońców. Za ten bohaterski czyn nazwano go patriotą miasta. Był czas by podziwiać panoramę Egeru z wysokości zamkowego wzgórza. Był też czas by odwiedzić przepiękną Bazylikę Archikatedralną, by pospacerować urokliwymi uliczkami. Tak to jednak w życiu bywa, że wszystko co dobre szybko się kończy. Skończyła się też i nasza „węgierska wyprawa”. Zmęczeni ale szczęśliwi późnym wieczorem wróciliśmy do Strażowa.