WYPRAWA W PIENINY

COŚ DLA CIAŁA I DLA DUCHA CZYLI… WYPRAWA W PIENINY

W naszej szkole maj to czas wycieczek. To już nasza taka szkolna, strażowska tradycja. Zgodnie z nią klasa 3 gimnazjum, w kameralnym gronie pod okiem pani Magdaleny Bartochowskiej i pana Witolda Sochy, ruszyła na dwudniową wyprawę w Pieniny.

– Ależ tu pięknie! A jakie widoki! – zachwycali się wszyscy, kiedy po
ponad dwugodzinnej wędrówce, nieco spoceni i zmęczeni, dotarliśmy na
szczyt Trzech Koron. Nim jednak postawiliśmy swoje stopy na platformie
widokowej na „świętej górze” Pienin po drodze odwiedziliśmy
pawilon przyrodniczy i bacówkę w Czorsztynie, z którego zresztą
rozpoczęliśmy nasze wędrowanie. Wysłuchaliśmy także ciekawych
informacji na temat Pienińskiego Parku Narodowego i nie tylko, naszego
przewodnika Pana Mariusza. Były więc opowieści o historii terenów po
których wędrowaliśmy, o jej ludności, zwierzętach i roślinności,
a także o zachowaniu się w górach i bezpiecznym poruszaniu się po
nich. Bo góry są równie piękne, jak i niebezpieczne.

Wyprawa na Trzy Korony była pierwszym punktem, ale nie ostatnim
słonecznego, majowego poniedziałku. Kiedy zielonym szlakiem zeszliśmy
do Sromowiec Niżnych udaliśmy się na krótką, pieszą wycieczkę na
Słowację. Odwiedziliśmy leżący po drugiej stronie Dunajca Czerwony
Klasztor, który nieco wcześniej widzieliśmy jak na dłoni ze szczytu
Trzech Koron. Po powrocie na „ojczyzny łono” udaliśmy się do
ośrodka rekolekcyjnego księży pijarów w Łapszach Niżnych gdzie
mieliśmy zamówiony nocleg.

Kolejny dzień przywitał nas piękną, słoneczną pogodą. Humory
więc wszystkim dopisywały. Na „dzień dobry” odwiedziliśmy zaporę
i zamek w Niedzicy. Wysłuchaliśmy ciekawych historii o kamiennej
budowli, którą niektórzy z nas znali jedynie z filmu „Wakacje z
duchami”. Był też czas na zakup pamiątek i szybka ewakuacja do
Sromowiec Wyżnych skąd rozpoczynaliśmy nasz spływ Dunajcem. Bo być
w Pieninach i nie spłynąć Dunajcem, to przecież podobnie jak być w Rzymie i nie widzieć papieża. A podczas przeszło dwugodzinnego
spływu można było wysłuchać ciekawych opowieści flisaków, którzy przecież niejedno widzieli i przeżyli, a nader wszystko są wyśmienitymi znawcami terenu na którym przebywaliśmy.

Kiedy przypłynęliśmy do Szczawnicy pogoda nagle, jak to w górach
często bywa, załamała się. Piękny słoneczny dzień szybko
zamienił się w burzę z piorunami, z potężną ulewą i gradobiciem. Niestety przegraliśmy z pogodą. Nici więc z zaplanowanej wycieczki na
Palenicę. Ale i tak warto było tu przyjechać. Niektórzy
zapowiadają, że na pewno jeszcze kiedyś tu powrócą. Bo jest
przecież tu jeszcze tyle do zobaczenia.