PIENINY – wycieczka

Hej góry, nasze góry!!!
Maj to nie tylko piękny miesiąc, kiedy przyroda pełną parą budzi się do życia, ale przede wszystkim dla naszej szkolnej społeczności to miesiąc szkolnych wycieczek i wypraw. W tym roku uczniowie z klas VI, VII, II i III (gimnazjum) wybrali się na wycieczkę w góry, a dokładnej mówiąc w Pieniny.
Program 2-dniowej wyprawy był bardzo napięty, a w jego realizacji przeszkodzić nam mogła tylko pogoda. Nic więc dziwnego, że z niepokojem spoglądaliśmy w niebo, bo prognozy, które serwowała nam telewizja nie były zbyt optymistyczne. Jak się jednak okazało, w przenośni i w rzeczywistości,  z dużej chmury mały deszcz. Pokropiło nas delikatnie, niby ksiądz kropidłem, tylko w drugim dniu naszej wycieczki, podczas spływu Dunajcem.
Wyprawa na Wysoką
Na „dzień dobry” z Pieninami zafundowano nam wycieczkę w góry. Niektórzy długo będą ją pamiętać bo przywykli do siedzącego (komputerowego) trybu życia dostali mocno w kość. Ale od początku. Po spotkaniu z panią przewodnik i wyjechaniu kolejką krzesełkową na Palenicę odbyliśmy 15 kilometrowy spacer, podczas którego zdobyliśmy najwyższy szczyt Pienin, znajdujący się o dziwo w tak zwanych Małych Pieninach – Wysoką (1050 m n.pm.). Niektórzy mocno musieli się nasapać, napocić i natrudzić by go zdobyć.  Warto jednak było, bo widoki roztaczające się ze szczytu Wysokiej były pierwsza klasa. Później było troszkę z górki na pazurki (czasami i na pupie). W końcu, umęczeni, przepoceni i ostatkiem sił (nie wszyscy), przez malowniczy Wąwóz Homole dotarliśmy do Jaworek, gdzie mieliśmy nocleg. Zmęczenie dało znać o sobie. Szczerze mówiąc nie mieliśmy nawet siły na „manewry nocne”.  Noc minęła więc spokojnie.
Spływ Dunajcem
Kolejny dzień przywitał nas pochmurną pogodą. To nam jednak nie przeszkadzało by realizować kolejne punkty naszej wyprawy. Pierwszym z nich był zamek w Niedzicy. Tu od pani przewodnik dowiedzieliśmy się o jego historii i kolejach losu, a także o legendach z nim związanych. Był też czas na pamiątkowe fotki. A później szybki desant do Sromowiec Nożnych i spływ Dunajcem. Flisacy ciekawie opowiadali o terenach przez które płynęliśmy, o faunie i florze, o dzielnym zbójun Janosiku, który od czasu do czasu zapędzał się na te tereny. Można było płynąć, słuchać i… delektować się przepięknymi widokami. Wszystko co dobre szybko jednak się kończy. Po blisko dwóch godzinach spędzonych na wodzie, dotarliśmy do Szczawnicy, gdzie był czas na spacer po tym pięknym kurorcie i zakup pamiątek. A później obiad i wyjazd w drogę powrotną do domu. Pieniny pożegnały nas ulewnym deszczem, tak jakby za nami płakały, płakały że już się z nimi żegnamy. Ale kto wie? Może kiedyś jeszcze tu powrócimy? Przecież zostało nam jeszcze tyle gór do zdobycia. Chociażby Trzy Korony lub Sokolica.