„W poszukiwaniu aniołów…”

„Anioły bieszczadzkie, bieszczadzkie anioły.
Dużo w was radości i dobrej pogody.
Bieszczadzkie anioły, anioły bieszczadzkie.
Gdy skrzydłem cię trącą, już jesteś ich bratem.”
Uczniowie klas V, VI SP oraz I i II gimnazjum pod opieką kierownika wycieczki p. Witolda Sochy, opiekunów p. Anny Rejman, p. Tomasza Kuczyńskiego i p. Marcina Toni wybrali się w Bieszczady „w poszukiwaniu aniołów”, o których w swojej piosence wspomina zespół Stare Dobre Małżeństwo.
Dwudniowa wycieczka zaczęła się 25 maja. Postanowiliśmy rozpocząć od skansenu w Sanoku, bo czy anioły nie mogłyby zamieszkać w najpiękniejszym muzeum na wolnym powietrzu w Europie? Dokładnie, zatem sprawdzaliśmy szereg budynków mieszkalno – gospodarczych z okresu XVII – XX wieku; warsztaty rzemieślnicze: tkackie, garncarza, kołodzieja; dworek szlachecki; nawet szkołę, ale tam tzw. dyscyplina nie wskazywała na obecność aniołów. Na pewne ślady natrafiliśmy dopiero w obiektach sakralnych: w XVII – wiecznym kościele i XVIII – wiecznej cerkwi bojkowskiej. Dla nas to jednak było za mało. Kupiliśmy pamiątki, ktoś zgubił telefon i pojechaliśmy do Uherców Mineralnych. Szukanie aniołów postanowiliśmy przyśpieszyć korzystając z drezyn rowerowych. Może widok z pozycji torów coś pomoże. Podczas aktywnej jazdy wszyscy jednak zapomnieli o aniołach, bo albo męczyli się ostro pedałując, albo podziwiali przepiękne widoki. Wrażeń było bardzo dużo. A może anioły lubią odpoczywać nad wodą? Pojechaliśmy do Soliny zwiedzić zaporę. Zbiornik ten ma powierzchnię ok. 22 km² i największą w Polsce pojemność (472 mln m³). Nie było to jednak miejsce zbyt spokojne, gdyż pełne straganów, sprzedawców pamiątek i turystów. Pierwszego dnia poszukiwania zakończyliśmy w Wetlinie w ośrodku „Piotrowa Polana”. Zmęczeni, z apetytem zjedliśmy pyszną obiadokolację. Później zakwaterowanie w domkach, gry i zabawy na świeżym powietrzu, od 22 cisza nocna. Podobno niektórym śniły się w nocy anioły, ale widziano też jednego ducha w białym prześcieradle.
Następnego dnia zadaliśmy sobie więcej trudu i prowadzeni przez doświadczonego przewodnika pana Kamila z GOPR – u ruszyliśmy w pieszą wycieczkę na Połoninę Wetlińską. Zamiast jednak szukać śladów aniołów, myśleliśmy o spotkaniu z niedźwiedziem. Podobno tych zwierząt jest w Bieszczadach coraz więcej. Na szczycie odpoczęliśmy przy schronisku Chatka Puchatka, podziwialiśmy przepiękne widoki, robiliśmy zdjęcia. W drodze powrotnej niejeden poszukiwacz przygód pobrudził swój tyłek w błocie, którego nie brakowało na szlaku w lesie. Wróciliśmy do ośrodka na obiad. W planach mieliśmy jeszcze tego dnia kilka atrakcji, ale pokrzyżowali nam je niespodziewanie kolarze, których musieliśmy przepuścić, czekając autokarem na poboczu. Poćwiczyliśmy kibicowanie, zachęcając ich do większego wysiłku. Powrót do domu odbył się już bez niespodzianek. Byliśmy pełni radości i dobrej pogody. Zabrakło tylko hot – dogów ze stacji paliwowej.
Wiemy, że wielu ludzi dotychczas po przyjeździe w Bieszczady zostało tam na zawsze, znalazło swoje miejsce w życiu, wielu wraca tam często w wolnych od pracy chwilach. My również chętnie tam wrócimy, do pięknych bieszczadzkich krajobrazów, miejsc, gdzie naprawdę można poczuć się wolnym i do ciekawych ludzi, którzy też stanowią o pięknie tej krainy. A aniołów może i nie znaleźliśmy, chociaż poczuliśmy ich obecność. Po pierwsze dopisała nam pogoda, mimo nieprzychylnych prognoz, a po drugie znalazł się telefon zgubiony w sanockim skansenie. Czyż to nie znak anielskiej opieki? Hmmm…